MŚ piłkarzy ręcznych: pokonać Danię i… grypę
![]() |
(fot. AFP) |
25 lat temu zdobyliśmy jedyny medal w historii MŚ, pokonując w Dortmundzie Danię. Liczymy bardzo na powtórkę z historii, choć grypa coraz mocniej atakuje biało-czerwonych - pisze Sport.
25 lat polska piłka ręczna czekała na tak spektakularny sukces. Dokładnie 6 marca 1982 roku, na ziemi niemieckiej, w Dortmundzie, podopieczni Zygfryda Kuchty i Aleksandra Wiecanowskiego w meczu o trzecie miejsce pokonali Danię 23:22. Dzięki zwycięstwu po heroicznym boju z Rosją 28:27 biało-czerwoni znów staną przed wielką szansą zdobycia medalu na najważniejszej imprezie świata. W dodatku naszym przeciwnikiem będzie reprezentacja… Danii, która dopiero po dogrywce z Islandią awansowała do półfinału MŚ.
- Aż się wierzyć nie chce, że tyle analogii z obecnym występem Polaków nasuwa się ćwierć wieku od naszego brązowego medalu - mówi II trener polskiej reprezentacji, Daniel Waszkiewicz. - Wtedy świętowałem dwudzieste piąte urodziny, teraz chłopcy sprawili mi najmilszy prezent na “pięćdziesiątkę”. Wówczas graliśmy w Niemczech i ponownie MŚ rozgrywane są za naszą zachodnią granicą. Wtedy o medal rywalizowaliśmy z Danią i oczywiście obecnie nie miałbym nic przeciwko temu, byśmy znów pokonali Danię. Zresztą wierzę w to głęboko, ponieważ mamy wspaniały zespół, po wtóre - historia lubi się powtarzać!
Wczoraj jednak nikt już nie wracał do postawy sędziów, bo tematem numer jeden był półfinałowy mecz z Danią. Skandynawów pokonaliśmy 31:26 w okresie przygotowawczym na turnieju Lauritz Knudsen Cup, ale trzeba przyznać, że ekipa Ulrika Wilbeka spisuje się w Niemczech znakomicie. Ich ćwierćfinał z Islandią był pasjonującym widowiskiem, a zwycięzcę musiała wyłonić pierwsza na tych mistrzostwach dogrywka. Decydującego gola dla Duńczyków zdobył pięć sekund przed końcem Lars Moller Madsen, który choć grał niespełna 30 minut, to rzucił 9 bramek ze stuprocentową skutecznością!
- Musimy pokonać Duńczyków - mówi Artur Siódmiak, kapitan polskiej reprezentacji. - Moim wielkim marzeniem jest spotkać się w finale z Niemcami i jeszcze raz ich upokorzyć, bo turniej ustawili pod siebie, tylko nie przypuszczali, że z nami przegrają w grupie.
“Siódym” już w całkiem dobrej kondycji rozmawiał z nami po prawie 40-stopniowej gorączce, jaka dopadła go w nocy z niedzieli na poniedziałek, uniemożliwiając występ przeciwko Rosji. Wczoraj nie było już po niej śladu.
Niestety grypa zaatakowała kolejnych naszych reprezentantów, najostrzej kapitana polskiej drużyny, Grzegorza Tkaczyka. W tej sytuacji sztab medyczny na dziesiątą rano zarządził ostre pogotowie. - “Sprzedałem” infekcję kolegom - mówił Artur Siódmiak. - Ja jestem wyleczony, innych zaś rozbiera. Spotkaliśmy się z doktorem, który poinformował jak się bronić przed grypą i jak izolować w grupie, by jeden drugiego nie zarażał.
wp.pl

